lewy_gorny
side.jpg

up.jpggora.jpg
rowy_panorama.jpg  rowy_tablica.jpg
right.jpg
                                                        Rowy
   Rowy leżą nad otwartym morzem, wśród lasów sosnowych. Tworzy to niepowtarzalny mikroklimat i doskonałe warunki do wypoczynku i turystyki. Bezpośrednie sąsiedztwo Słowińskiego Parku Narodowego uatrakcyjnia położenie Rowów. Ale najważniejsze jest to, że do szerokiej, piaszczystej plaży jest naprawdę blisko - kilka minut na piechotę z każdego miejsca w Rowach.
    Rowy liczą ok. 360 stałych mieszkańców zajmujacych się głównie rybactwem. Nie da się ukryć, że równie ważnym, może nawet najważniejszym, źródłem utrzymania jest turystyka. Pamiętajmy o tym kiedy tam będziemy. Nawet w momencie poznawania specyficznej mentalności tych ludzi. Rowy to port bałtycki (54°40' N 17°03' E) położony na Mierzei Gardnieńskiej pomiędzy morzem a jeziorem Gardno, na zachodniej granicy Słowińskiego Parku Narodowego. Wieś położona jest na lewym brzegu rzeki Łupawy, która przepływając przez Gardno, znajduje tu ujście do morza, stanowiąc jednoczesnie wejście do portu Rowy.
W zamierzchłych czasach miał tu być port morski Gardny Wielkiej leżącej po drugiej stronie jeziora.
rowy1.jpg

    Pierwsze wzmianki o Rowach pochodzą z 1282 roku znanych wówczas jako Roune. Od początku swojego istnienia były osadą rybacką zamieszkiwaną przez ludność słowińską, spokrewnioną z Kaszubami.
W XIV w. wieś była prawdopodobnie jedną z baz Braci Witaliskich, piratów rozbitych przez Krzyżaków. Ale inne zapiski dowodzą, że w 1350 roku Rowy były własnością Bartowiczów, którzy wyruszali stąd na połów śledzi. Z 1390 roku pochodzi tekst o Rowach pióra rycerza z Lancaster, Henryka Derby (późniejszy król Anglii Henryk IV), który odwiedził osadę w drodze do Gdańska. O podróży Henryka Derby wspomina się również, że jej celem była pomoc rycerzom zakonnym oblegającym Wilno, ale z niewyjaśnionych przyczyn przerwał tu swoją podróż. W tym okresie Rowy znajdowały się pod panowaniem Krzyżaków.
    Przystań Rowy odwiedzana była przez statki z różnych krajów. Potwierdzają to groby marynarzy wielu narodowości na cmentarzu przy ówczesnym kościele, niektóre już z początku XVIII wieku. Na ten okres przypada też największy rozkwit miejscowości. W 1784 r. mieszkało tu dwadzieścia sześć rodzin. W czasie rozbiorów Rowy leżały na terytorium Prus. Dopiero po II wojnie światowej Rowy znów znalazły się w granicach Polski. Wyzwolone zotały 9 III 1945 r. przez 19 Armię 2 Frontu Biłoruskiego.
rowy2.jpg rowy3.jpg
    Od wieków przekazywane jest wiele podań o powstaniu Rowów. Legendy mówią, że Rowy założyli uciekinierzy z Wolina po napaści Wikingów albo Duńczyków na tą wyspę w XI w. Przez wiele laty Rowy były podobno przystanią wypadową i skarbcem dla rozbójników zamieszkujących Rowokół. Legenda mówi, że historia rozbójników zaczęła się własnie w Rowach. W starej kronice kościelnej odnotowanorównież historię o szalupie, która nocą przybiła do brzegów Rowów. Wysiadł z niej tajemniczy mężczyzna, w żółtym (podobno to ważne) kaftanie, z piękną dziewczyną. Ich towarzysze zbudzili pastora i zmusili go do udzielenia ślubu. Byli to Szwedzi, a plotka głosi, że nowożeńcem był sam król Gustaw Adolf. Mogło to być, jeśli się wydażyło, w XVI/XVII wieku mając na uwadze czas życia i panowania wymienionego oraz upodobanie Szwedów do polskiej ziemi w tych czasach. A dokładniej w latach 20-tych XVII wieku, jeśli wziąć pod uwagę wiek jedynej córki Gustawa Adolfa.
    W historię Rowów mocno wpisał się tutejszy kościół. Pierwszy wybudowano na niewielkim wzgórzu, kilkaset metrów na południe od obecnego kościoła, w XIV wieku i do 1799 roku głoszono w nim kazania w języku słowińskim. Na przykościelnym cmentarzu pochowano wielu obcokrajowców - Szwedów, Holendrów, Hiszpanów, Norwegów, Francuzów, a nawet Maurów. Mówi się, że to również groby rozbitków, których statki rozbijały się o klif sąsiedniej Dębiny. Ten kościół rozebrano w 1850 roku, ale cmentarz służył jeszcze do lat 50-tych XX w. Wtedy to władze nakazały ekshumację tamtejszych grobów. Mieszkańcy mówią, że miało to na celu usunięcie wszelkich śladów niemieckiej bytności w tych rejonach.

rowy_kosciol.jpg rowy_kosciol2.jpg
    Obecnie dawne wzgórze kościelne porasta 50-letnia dębina i trudno doszukać się tu śladów po dawnej świątyni i nekropolii, a charakterystyczny wygląd zawdzięcza ciosanym głazom pochodzącym z Kamiennej Wyspy na jeziorze Gardno. Obok kościoła stoi charakterystyczna, drewniana dzwonnica. Dzisiejsza świątynia, w stylu neoromańskim, wybudowana została w połowie XIX wieku Historię budowy tego kościoła kryje w sobie wiele legend i podań. Wszyskie jednak legendy mają wspólnego bohatera. Jest nim diabeł. Osią tych podań jest kamienna wyspa na Jeziorze Gardno, z której wykorzystano kamienie do budowy kościoła.
    Jedna z legend mówi, że pastor z Gardny Wielkiej, który miał odprawić w Rowach poranne nabożeństwo, zawarł pakt z diabłem. Diabeł w ciągu jednej nocy miał wybudować groble przez jezioro, aby pastor miał krótszą drogę do Rowów. Jednak pastor przeląkł się swojego zobowiązania, powiedział o tym żonie, a ta oszukała diabła budząc koguta, który, piejąc, zmylił diabła niewczesnym świtem. Diabeł porzucił pracę -stąd kamienna wyspa - i uciekł sądząc, że przegrał duszę pastora.
    Inna legenda dotycząca kamiennej wyspy mówi, że powstała ona jako niedokończony kościół. Pewien człowiek zapisał duszę diabłu, jeśli ten, przez noc, do pierwszego piania koguta wybuduje kościół na środku jeziora. Dabeł zapędził do pracy wszystkich swoich pomocników i wygrałby zakład, gdyby nie udawane pianie koguta. Diabeł zburzył gotową prawie budowlę, kamienie porzucił na brzegu jeziora i uciekł. Jak wspomniano, kamieni tych użyto do budowy kościoła w Rowach i "dlatego jeden kamień nad wejściem do kościoła krwawi się".
    Jednak najciekawszą historię budowy kościoła podają sami mieszkańcy Rowów. Pewien rybak dogadał się z diabłem, że ten pomoże mu wybudować gospodę. Diabeł cieszył się z takiego obrotu sprawy, bo sadził, że gospoda bedzie siedliskiem wszelkiej rozpusty. Ochoczo wziął się do znoszenia kamieni na budowę z okolicznych pól. Własnie niósł przez jezioro kolejna partię kamieni, gdy dowiedział się, że nie będzie to gospoda, tylko kościół. Niesione kamienie porzucił (stąd Kamienna Wyspa na Jeziorze Gardno), a budowlę próbował spalić. Ślad po zamachu diabła jest widoczny do dziś w postaci osmolonego, czarnego kamienia w południowej ścianie kościoła.
powrot_przycisk.jpg

    lewy_bok.jpg    
lewy_dolny
doldol
prawy_dolny.jpg